środa, 22 lipca 2015

Spróbujemy?

Drodzy krzaczomaniacy.
Uciekajcie jak najdalej od Szaf.
Krzaków unikajcie jak ognia.
Nie szukajcie Jortini, to się dla Was źle skończy.



Martina Stoessel jest z pozoru zwykłą dziewczyną. Ale czy na pewno? Większość z Was pewnie zna ją z roli Violetty w serialu o takim samym tytule. Tini grała dziewczynę Jorge’a Blanco, odtwórcy roli Leona. Czy coś ich łączyło poza pracą? Wiadomo, że obydwoje mają swoje drugie połówki. Ale czy są z nimi szczęśliwi?
***

Cześć. Nazywam się Martina, ale wolę jak mówią na mnie Tini. To jest wtedy takie słodkie. Bardzo lubię maliny. Maliny są słodkie, tak jak Jorge. Ups, chyba nie powinnam była tego mówić. Przecież jestem z Peterem. Nie rozumiem, dlaczego wszyscy mówią na niego ‘Pies’. To, że jest chory
i nadmiernie rosną mu włosy na całym ciele to nie jego wina, prawda? A poza tym, Jorge ma tą Syrenę… Ojć, to znaczy Stephi. Przyjaźnię się z Mechi. Jest bardzo miła, i cicha. Lubię u niej tą cechę. W sumie to wszystkim się to podoba. Oprócz Jorge’owi, który po prostu uwielbia żartować jak małpa. Nie przeszkadza mi to.
*** 

Umówiłam się na spotkanie z Mercedes. Sądzę, że pójdziemy na zakupy, dawno nigdzie razem nie wyszłyśmy, przez ‘Violettę’. Cały dzień na planie. Na szczęście i nieszczęście to jest już ostatni sezon. Z jednej strony czuję ulgę, że nie będę już musiała wstawać tak wcześnie, ale zaś po drugiej czuję wielki smutek. Przecież tak bardzo zżyłam się z nią. Z moją ukochaną Violettą, która poznała mnie z Jorge’m. To właśnie ten serial tak dużo mnie nauczył. Będzie mi tego brakować. Przede mną jeszcze trasa Violetta Live. Jednak moja rodzina tak łatwo się mnie nie pozbędzie.
-Tini, jesteś już gotowa? Siedzisz w tej łazience już pół godziny, za chwilę będzie pełno ludzi w galerii. – Oho! Mercedes już się wściekła. Nawet gdy krzyczy to tego tak nie słychać. Jej głos jest taki… Piękny. Spokojny. Cichy. Delikatny. Jest przeciwieństwem nas wszystkich. My mamy takie głośne, niektórzy nawet donośne brzmienie.
-No dobrze, już wychodzę. – Zamykając drzwi od łazienki zauważyłam strój mojej ‘siostry’. Nie wiem czemu się tak wystroiła. Przecież idziemy tylko na zakupy. Ubrana w zieloną spódnicę przed kolana, czerwoną bluzkę na ramiączkach i bardzo drogą biżuterię od Swarovskiego podziękowała mi za wyjście z toalety. Jak widać, humor jej dopisuje.
-Ależ nie ma za co, moja droga Siostrzyczko. – Puściłam jej buziaka na odległość.
-Bardzo ładnie się ubrałaś. Jak widać, nie tylko ja się wystroiłam. – Naprawdę? Mój strój jest przecież zwyczajny. Sukienka na ramiączkach we wzór w kwiaty, zwykłe, skórzane buty na obcasach i białe kolczyki do pary z naszyjnikiem.
-Dobrze, już chodźmy, przecież sama na mnie krzyczałaś.
-Po drodze chciałabym z Tobą jeszcze o czymś porozmawiać.
-No dobrze, słucham?
-To prawda?
-Co prawda? – troszeczkę mnie Mechi zmieszała. Nie wiem, o co jej chodzi.
-Nie udawaj.
-Ale ja naprawdę nie wiem. Proszę, oświeć mnie.
-Kochasz się w Jorge’u? – Nie ma jak zapytać prosto z mostu. Dzięki, Mechi.
-Ja? Ja? Nie, no co Ty, no błagam Cię, no przecież, ja nie. – Nie wiem, co mam odpowiedzieć. Tak, zakochałam się w nim, od dłuższego czasu już to ‘coś’ czuję. Ale próbuję z tym walczyć.
-Yoyi zerwał z Stephie.
-Że co?
-No tak. Dla Ciebie. Wie, że już od dwóch tygodni nie jesteś z Psem, ups, z Peterem. Rok z nim Ci wystarczył. Dłużej byś z nim nie wytrzymała. – Mechi we mnie nie wierzy. A przynajmniej w tym momencie. I dobrze. Ma rację, nie dałam rady dłużej udawać kochać kogoś, kto nie jest mi przeznaczony. – Ja bardzo dobrze wiem, że zakochałaś się Nim. Tak, w Nim. I nie udawaj, bo to widać.
-O patrz, doszłyśmy już do galerii! – Chciałam jak najszybciej zmienić temat. To aż tak bardzo widać? Przecież to nie moja wina.
-No i bardzo dobrze. Chodź, pójdziemy najpierw do H&M. Podobno mają tam wyprzedaże. – Jak dobrze, że to zauważyła. Niezbyt miałam ochotę o nim rozmawiać, chociaż jak przejrzałam się w lustrze to oczy mi się mocno zaświeciły. Ona coś knuje. Nie wiem jeszcze co, ale się dowiem.   
***
Chodząc po sklepach widziałyśmy wiele pięknych ubrań. Sukienki w groszki, kwiatki, zwykłe, kolorowe. Każda była piękna. Później jeszcze tak dużo bluzek, jakie bym chciała – na ramiączkach, z krótkim rękawem, z długim rękawem, przeźroczyste. I jeszcze te spódnice, że wręcz zemdlałam na ich widok. Najpiękniejsza była taka w kropki. Na końcu jeszcze oglądnęłyśmy spodnie i buty. Znalazłam takie, których poszukiwałam – od Ricky Sarkany.
-Zakupy uważam za udane! – Niektórzy nazywają mnie zakupoholiczką, chociaż nie wiem dlaczego. Nie kupuję aż tak dużo, raz na jakiś czas zabieram do siebie górę ubrań i dodatków, ale nie codziennie, no bez przesady.
-Dokładnie. To co, może już wyjdziemy? Jest dosyć późno, zaraz się spóźnimy. – Tą ostatnią część zdania wymruczała pod nosem, jakby nie wiedziała, że ja mam dobry słuch.
-Gdzie się spóźnimy?
-Co? Nie, nigdzie. No chodź już! – Nadal nie wiem, co ona kombinuje. Pociągnęła mnie za rękę do wyjścia. Nawet nikt nie zgadnie, kto tam stał.  Sam Jorge Blanco. Pofatygował się… Dla mnie? Ubrał się w garnitur, jakby miał iść na bankiet. Jeszcze do tego kupił róże, moje ulubione kwiaty. Mercedes. Tak, to Mercedes. Dlaczego nie mogłam się domyślić? Zachowywała się od samego siedzenia u mnie dziwnie. I jeszcze do tego powiedziała, że wyglądam pięknie, elegancko. Ja… Naprawdę się wystroiłam, i nawet tego nie zauważyłam. Dlaczego ja jestem taka głupia? Głupia, głupia, głupia. Mogłam ubrać się jeszcze lepiej. Ciekawe jak mnie postrzega Jorge. Może twierdzi, że nie wyjdzie nigdzie ze mną, bo jestem ubrana okropnie?
-Czy mogę prosić Panią o rękę? – Z moich przemyśleń wyciąga mnie jego dźwięczny głos. Nie wierzę w to co słyszę.
-Tak. Tak sądzę. – Uśmiecham się do niego. Prowadzi mnie do samochodu. To czerwony Mercedes klasy C. Porządne autko. Ciekawe, z czym kojarzy mi się nazwa? Wsiadamy. Jak prawdziwy gentelman otwiera mi drzwi, i zamyka. Czuję, że jestem w Niebie. Może to sen? Widzę, że na pożegnanie odmachuje mi Mechi, a z nim… Ruggero! Pewnie przyszedł z Yoyi’m. No tak, przecież nigdy się nie rozstają, najlepsi przyjaciele. Ruszamy.
-Gdzie jedziemy? – Pytam. Czasami się go boję, w sumie nie wiem co on teraz wymyślił. Może chce mi zrobić żart?
-Zobaczysz. – Odpowiada mi z uśmiechem.
-Daleko?
-Nic Ci nie powiem.
-Dlaczego?
-A chcesz mieć niespodziankę? – Uśmiecha się i milknie. Na wszelkie prośby odpowiadania mi cały czas tylko się szczerzy.
-Chyba mogę się chociaż dowiedzieć, kogo to był pomysł? – Jestem bardzo dociekliwa. Czasami mój atut, a czasami nie.
-Mój. I trochę też Mechi.
-Mechi? – Moja przyjaciółka jednak coś planowała za moimi plecami. No cóż. Milknę. W spokoju dojeżdżamy do celu.
***

Przed naszym celem Jorge na chwilę się zatrzymuje, aby zawiązać mi oczy.
-Zaufaj mi. – Przecież wiadomo, że mu ufam. Jak mogłabym JEMU nie ufać? Komuś, w kim jestem zakochana? Jedziemy jeszcze na oko dwieście metrów, pod górkę.
Wysiadamy. Mój luby chwyta mnie za rękę i prowadzi. Gdy docieramy widzę coś niesamowitego. Przygotował piknik pod gwiazdami. Może trochę oklepane, ale dla mnie i tak cudowne. Ważne są intencje, prawda? Postarał się. Zwykły koc rozłożył na środku polany. Obok niego stoi wiklinowy koszyk, w którym znajduje się jedzenie. Dostrzegam jeszcze małe poduszki, pewnie gdyby było mi za twardo. Po prostu się wzruszyłam. Czuję, jak ciekną mi łzy.
-Nie płacz. – Mówi, i ociera moje łezki. Jest taki kochany. Chwyta mnie w pasie i ciągnie do koca.
-To… To… To, jest piękne. – Nie mogłam nic wykrztusić.
-Nie przesadzaj, przecież to nic wielkiego…- Jeszcze udaje skromnego. Słodkie.
-Dziękuję.
-Przecież nie masz za co.
-Mam. Przygotowałeś to wszystko. Dla mnie?
-Tak. Dla Ciebie.
-Naprawdę?
-Kocham Cię. – Nie sądziłam, że to kiedykolwiek usłyszę. A zwłaszcza od niego. Zamurowało mnie. Czyli to jednak prawda, moja przyjaciółka miała rację. Serce mi zaraz wyskoczy z piersi. Czuję, że mam motylki w brzuchu. - Spróbujemy?
-Ja Ciebie też. – Z ledwością wykrztusiłam te trzy słowa. To nie było proste, ale podołałam temu. Chyba nie trzeba wyjaśniać, że zgadzam się.
Czuję, jak mój ukochany zbliża się do mnie. Bardzo cieszę się z całego zajścia. Całuję go, tak jak zawsze o tym marzyłam. Zdałam sobie sprawę, że nie potrafiłabym bez niego żyć.

1 komentarz:

  1. Świetne ^^ Mam wrażenie, że jest jeszcze lepszy niż ten pierwszy ♥

    OdpowiedzUsuń

Layout by
Leila