Drodzy krzaczomaniacy.
Uciekajcie jak najdalej od Szaf.
Krzaków unikajcie jak ognia.
Nie szukajcie Jortini, to się dla Was źle skończy.
Martina Stoessel
jest z pozoru zwykłą dziewczyną. Ale czy na pewno? Większość z Was pewnie zna
ją z roli Violetty w serialu o takim samym tytule. Tini grała dziewczynę Jorge’a
Blanco, odtwórcy roli Leona. Czy coś ich łączyło poza pracą? Wiadomo, że
obydwoje mają swoje drugie połówki. Ale czy są z nimi szczęśliwi?
***
Cześć. Nazywam
się Martina, ale wolę jak mówią na mnie Tini. To jest wtedy takie słodkie.
Bardzo lubię maliny. Maliny są słodkie, tak jak Jorge. Ups, chyba nie powinnam
była tego mówić. Przecież jestem z Peterem. Nie rozumiem, dlaczego wszyscy
mówią na niego ‘Pies’. To, że jest chory
i nadmiernie rosną mu włosy na całym ciele to nie jego wina, prawda? A poza tym, Jorge ma tą Syrenę… Ojć, to znaczy Stephi. Przyjaźnię się z Mechi. Jest bardzo miła, i cicha. Lubię u niej tą cechę. W sumie to wszystkim się to podoba. Oprócz Jorge’owi, który po prostu uwielbia żartować jak małpa. Nie przeszkadza mi to.
i nadmiernie rosną mu włosy na całym ciele to nie jego wina, prawda? A poza tym, Jorge ma tą Syrenę… Ojć, to znaczy Stephi. Przyjaźnię się z Mechi. Jest bardzo miła, i cicha. Lubię u niej tą cechę. W sumie to wszystkim się to podoba. Oprócz Jorge’owi, który po prostu uwielbia żartować jak małpa. Nie przeszkadza mi to.
***
Umówiłam się
na spotkanie z Mercedes. Sądzę, że pójdziemy na zakupy, dawno nigdzie razem nie
wyszłyśmy, przez ‘Violettę’. Cały dzień na planie. Na szczęście i nieszczęście
to jest już ostatni sezon. Z jednej strony czuję ulgę, że nie będę już musiała
wstawać tak wcześnie, ale zaś po drugiej czuję wielki smutek. Przecież tak
bardzo zżyłam się z nią. Z moją ukochaną Violettą, która poznała mnie z Jorge’m.
To właśnie ten serial tak dużo mnie nauczył. Będzie mi tego brakować. Przede
mną jeszcze trasa Violetta Live. Jednak moja rodzina tak łatwo się mnie nie
pozbędzie.
-Tini, jesteś
już gotowa? Siedzisz w tej łazience już pół godziny, za chwilę będzie pełno
ludzi w galerii. – Oho! Mercedes już się wściekła. Nawet gdy krzyczy to tego
tak nie słychać. Jej głos jest taki… Piękny. Spokojny. Cichy. Delikatny. Jest
przeciwieństwem nas wszystkich. My mamy takie głośne, niektórzy nawet donośne
brzmienie.
-No dobrze,
już wychodzę. – Zamykając drzwi od łazienki zauważyłam strój mojej ‘siostry’.
Nie wiem czemu się tak wystroiła. Przecież idziemy tylko na zakupy. Ubrana w
zieloną spódnicę przed kolana, czerwoną bluzkę na ramiączkach i bardzo drogą
biżuterię od Swarovskiego podziękowała mi za wyjście z toalety. Jak widać,
humor jej dopisuje.
-Ależ nie ma
za co, moja droga Siostrzyczko. – Puściłam jej buziaka na odległość.
-Bardzo ładnie
się ubrałaś. Jak widać, nie tylko ja się wystroiłam. – Naprawdę? Mój strój jest
przecież zwyczajny. Sukienka na ramiączkach we wzór w kwiaty, zwykłe, skórzane
buty na obcasach i białe kolczyki do pary z naszyjnikiem.
-Dobrze, już
chodźmy, przecież sama na mnie krzyczałaś.
-Po drodze
chciałabym z Tobą jeszcze o czymś porozmawiać.
-No dobrze,
słucham?
-To prawda?
-Co prawda? –
troszeczkę mnie Mechi zmieszała. Nie wiem, o co jej chodzi.
-Nie udawaj.
-Ale ja
naprawdę nie wiem. Proszę, oświeć mnie.
-Kochasz się w
Jorge’u? – Nie ma jak zapytać prosto z mostu. Dzięki, Mechi.
-Ja? Ja? Nie,
no co Ty, no błagam Cię, no przecież, ja nie. – Nie wiem, co mam odpowiedzieć.
Tak, zakochałam się w nim, od dłuższego czasu już to ‘coś’ czuję. Ale próbuję z
tym walczyć.
-Yoyi zerwał z
Stephie.
-Że co?
-No tak. Dla Ciebie.
Wie, że już od dwóch tygodni nie jesteś z Psem, ups, z Peterem. Rok z nim Ci
wystarczył. Dłużej byś z nim nie wytrzymała. – Mechi we mnie nie wierzy. A
przynajmniej w tym momencie. I dobrze. Ma rację, nie dałam rady dłużej udawać
kochać kogoś, kto nie jest mi przeznaczony. – Ja bardzo dobrze wiem, że
zakochałaś się Nim. Tak, w Nim. I nie udawaj, bo to widać.
-O patrz, doszłyśmy
już do galerii! – Chciałam jak najszybciej zmienić temat. To aż tak bardzo
widać? Przecież to nie moja wina.
-No i bardzo
dobrze. Chodź, pójdziemy najpierw do H&M. Podobno mają tam wyprzedaże. –
Jak dobrze, że to zauważyła. Niezbyt miałam ochotę o nim rozmawiać, chociaż jak
przejrzałam się w lustrze to oczy mi się mocno zaświeciły. Ona coś knuje. Nie
wiem jeszcze co, ale się dowiem.
***
Chodząc po
sklepach widziałyśmy wiele pięknych ubrań. Sukienki w groszki, kwiatki, zwykłe,
kolorowe. Każda była piękna. Później jeszcze tak dużo bluzek, jakie bym chciała
– na ramiączkach, z krótkim rękawem, z długim rękawem, przeźroczyste. I jeszcze
te spódnice, że wręcz zemdlałam na ich widok. Najpiękniejsza była taka w
kropki. Na końcu jeszcze oglądnęłyśmy spodnie i buty. Znalazłam takie, których
poszukiwałam – od Ricky Sarkany.
-Zakupy uważam
za udane! – Niektórzy nazywają mnie zakupoholiczką, chociaż nie wiem dlaczego.
Nie kupuję aż tak dużo, raz na jakiś czas zabieram do siebie górę ubrań i
dodatków, ale nie codziennie, no bez przesady.
-Dokładnie. To
co, może już wyjdziemy? Jest dosyć późno, zaraz się spóźnimy. – Tą ostatnią
część zdania wymruczała pod nosem, jakby nie wiedziała, że ja mam dobry słuch.
-Gdzie się
spóźnimy?
-Co? Nie,
nigdzie. No chodź już! – Nadal nie wiem, co ona kombinuje. Pociągnęła mnie za
rękę do wyjścia. Nawet nikt nie zgadnie, kto tam stał. Sam Jorge Blanco. Pofatygował się… Dla mnie?
Ubrał się w garnitur, jakby miał iść na bankiet. Jeszcze do tego kupił róże,
moje ulubione kwiaty. Mercedes. Tak, to Mercedes. Dlaczego nie mogłam się
domyślić? Zachowywała się od samego siedzenia u mnie dziwnie. I jeszcze do tego
powiedziała, że wyglądam pięknie, elegancko. Ja… Naprawdę się wystroiłam, i
nawet tego nie zauważyłam. Dlaczego ja jestem taka głupia? Głupia, głupia,
głupia. Mogłam ubrać się jeszcze lepiej. Ciekawe jak mnie postrzega Jorge. Może
twierdzi, że nie wyjdzie nigdzie ze mną, bo jestem ubrana okropnie?
-Czy mogę
prosić Panią o rękę? – Z moich przemyśleń wyciąga mnie jego dźwięczny głos. Nie
wierzę w to co słyszę.
-Tak. Tak
sądzę. – Uśmiecham się do niego. Prowadzi mnie do samochodu. To czerwony
Mercedes klasy C. Porządne autko. Ciekawe, z czym kojarzy mi się nazwa?
Wsiadamy. Jak prawdziwy gentelman otwiera mi drzwi, i zamyka. Czuję, że jestem
w Niebie. Może to sen? Widzę, że na pożegnanie odmachuje mi Mechi, a z nim… Ruggero!
Pewnie przyszedł z Yoyi’m. No tak, przecież nigdy się nie rozstają, najlepsi
przyjaciele. Ruszamy.
-Gdzie
jedziemy? – Pytam. Czasami się go boję, w sumie nie wiem co on teraz wymyślił.
Może chce mi zrobić żart?
-Zobaczysz. –
Odpowiada mi z uśmiechem.
-Daleko?
-Nic Ci nie
powiem.
-Dlaczego?
-A chcesz mieć
niespodziankę? – Uśmiecha się i milknie. Na wszelkie prośby odpowiadania mi
cały czas tylko się szczerzy.
-Chyba mogę
się chociaż dowiedzieć, kogo to był pomysł? – Jestem bardzo dociekliwa. Czasami
mój atut, a czasami nie.
-Mój. I trochę
też Mechi.
-Mechi? – Moja
przyjaciółka jednak coś planowała za moimi plecami. No cóż. Milknę. W spokoju
dojeżdżamy do celu.
***
Przed naszym
celem Jorge na chwilę się zatrzymuje, aby zawiązać mi oczy.
-Zaufaj mi. –
Przecież wiadomo, że mu ufam. Jak mogłabym JEMU nie ufać? Komuś, w kim jestem
zakochana? Jedziemy jeszcze na oko dwieście metrów, pod górkę.
Wysiadamy. Mój
luby chwyta mnie za rękę i prowadzi. Gdy docieramy widzę coś niesamowitego.
Przygotował piknik pod gwiazdami. Może trochę oklepane, ale dla mnie i tak
cudowne. Ważne są intencje, prawda? Postarał się. Zwykły koc rozłożył na środku
polany. Obok niego stoi wiklinowy koszyk, w którym znajduje się jedzenie. Dostrzegam
jeszcze małe poduszki, pewnie gdyby było mi za twardo. Po prostu się
wzruszyłam. Czuję, jak ciekną mi łzy.
-Nie płacz. –
Mówi, i ociera moje łezki. Jest taki kochany. Chwyta mnie w pasie i ciągnie do
koca.
-To… To… To,
jest piękne. – Nie mogłam nic wykrztusić.
-Nie
przesadzaj, przecież to nic wielkiego…- Jeszcze udaje skromnego. Słodkie.
-Dziękuję.
-Przecież nie
masz za co.
-Mam.
Przygotowałeś to wszystko. Dla mnie?
-Tak. Dla
Ciebie.
-Naprawdę?
-Kocham Cię. –
Nie sądziłam, że to kiedykolwiek usłyszę. A zwłaszcza od niego. Zamurowało
mnie. Czyli to jednak prawda, moja przyjaciółka miała rację. Serce mi zaraz
wyskoczy z piersi. Czuję, że mam motylki w brzuchu. - Spróbujemy?
-Ja Ciebie
też. – Z ledwością wykrztusiłam te trzy słowa. To nie było proste, ale
podołałam temu. Chyba nie trzeba wyjaśniać, że zgadzam się.
Czuję, jak mój
ukochany zbliża się do mnie. Bardzo cieszę się z całego zajścia. Całuję go, tak
jak zawsze o tym marzyłam. Zdałam sobie sprawę, że nie potrafiłabym bez niego
żyć.

Świetne ^^ Mam wrażenie, że jest jeszcze lepszy niż ten pierwszy ♥
OdpowiedzUsuń