sobota, 10 października 2015

Druga strona.




                      Nazywam się Lara, chociaż większość pewnie mnie zna jako „ta od Leona”. To prawda, kiedyś byliśmy razem, ale oczywiście on jak to on, świata poza Violettą nie widzi. Odsunęłam się od niego, co mnie bardzo zabolało. Nikt nie rozumiał tego co czuję. Tylko On. Tym „kimś” był Maxi, przyjaciel dwóch gołąbeczków. Podobno był kiedyś z Natalią, niewolnicą Ludmiły, ale jakoś ciężko mi uwierzyć, że byli razem z własnej woli. Mówił, że mnie kocha i rozumie, za co szczerze go podziwiam. Chłopak jest naprawdę miły i kochany – ale ma też wielką odwagę, ponieważ potrafi powiedzieć coś nietaktownego na przyjaciela – ale tylko gdy rzeczywiście tak jest. Ja nie chcę zostać skrzywdzona, ufam mu – co może okazać się błędem, ale jak mówią: „kto nie ryzykuje, nie pije szampana”. Może dzięki tej opowieści ludzie poznają mnie jako nie tylko kobietę od motorów, ale i taką z uczuciami.
                 Dzisiaj szłam przez jeden z parków w Buenos Aires. To był chyba ten najbliższy od Studia, bo widziałam w nim Violettę z jej przyjaciółeczkami – Camilą i Francescą. Jak zwykle coś tam nuciły, nieszczególnie mnie to interesowało. Rozmawiały o Leonia – Violka znowu była smutna przez niego. Boże, czy ta dziewczyna nie ma innych zmartwień, tylko to, że Leon powiedział jej coś – prawdopodobnie – niemiłego? Denerwuje mnie już powoli. Nie chciało mi się słuchać jej żalów, więc poszłam dalej.
                   Przypomniało mi się – jak jeszcze byłam z Verdasem – pewna historia. Chłopak urządził mi „romantyczną kolację” w porze obiadowej. Z początku podobały mi się jego starania. Pięknie nakryty stół, smaczne i apetycznie pachnące jedzenie. Wszystko było idealne, dopóki nie wyznał „mi” miłości. Zapamiętałam perfekcyjnie jego słowa. „Kocham Cię Violetta” – wtedy zrozumiałam, że nadal coś do niej czuje. Byłam wściekła na niego, ale i okropnie smutna i zawiedziona. Jeśli nadal kochał Castillo, to mógł mi przecież powiedzieć, ale nie, bo po co, lepiej zranić niewinną osobę? Zraniona odeszłam od Leona z honorem. Zwolniłam się z pracy, nie chciałam już więcej na niego patrzeć.
                 Chciałam na początku zajść do trzech przyjaciółek, ale dlaczego mam słuchać o Violetcie i Leonie? Wolałam już odejść od nich, pójść gdzie indziej, z dala od nich wszystkich. Po drodze spotkałam Maxiego. Rozmawiającego. Z Nią. Poczułam się nagle jak Violetta. Jestem okropnie zła, zazdrosna, ale i smutna. Obiecał, że nie będzie się z nią kontaktować. Jednak to zrobił. Zaczęłam płakać, już wiem co czuła panna Castillo widząc Leona z inną. Nie sądziłam, że w jednej sekundzie można tak człowiekowi złamać serce. Podczas jednorazowej, głupiej przerwie w pracy może stać się tyle. W drodze do domu zadzwoniłam do szefa i powiedziałam, że pies mi zdechł, chociaż nawet go nie mam. To było jedyne, co mi przyszło do głowy w tej chwili. Jak mogłam wymyślić coś lepszego, skoro widziałam, jak mój chłopak całował się z Natalią? Ja głupia mu zaufałam. Łudziłam się przez ten cały czas, że on jej nigdy kochał, i nigdy nie pokocha. Gdy tylko wróci do mieszkania, po to, by mnie zabrać na tą bezsensowną już teraz randkę, to wygarnę mu wszystko. Wszystko, co do jednego słowa.
              Jest już godzina siedemnasta trzydzieści. Za chwilę pan M. ma przyjść. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je w moim ukochanym dresie. Niech sobie nie myśli, że się wystroję specjalnie by mu wygarnąć jego głupotę.
-Cześć? A co ty, jeszcze nie gotowa? – zapytał.
-Wejdź – odpowiedziałam z nutką wściekłości w swoim głosie.
-Coś się stało?
-Jakbyś nie wiedział – i jeszcze udaje, że wszystko jest okej. – Widziałam Cię z Naty.
-To nie tak, jak myślisz… - Kłamie mi prosto w oczy. Że też ma do tego tupet.
-Już nie kłam, i tak mnie nie weźmiesz na słodkie oczka. Teraz wyjdź, nie chcę Cię widzieć. To koniec! – Musiałam to powiedzieć.
-Dobrze. Bardzo przepraszam, że Ci nie powiedziałem, nie umiałem po prostu.
-Wolałeś mnie zranić?! Lepsza jest najgorsza prawda, niż najlepsze kłamstwo! – Nienawidzę go! Jak mógł?
-Przepraszam. Będzie mi Ciebie brakowało, mam nadzieję, że znajdziesz kogoś, kto Cię pokocha tak jak ja nie umiałem. – To było naprawdę słodkie – a przynajmniej pierwsza część, ale jego szansa już przepadła.
-Wyjdź. Wyjdź. Proszę. – Jak mu powiedziałam, tak zrobił. Przynajmniej tyle dobrze, oszczędził mi większych cierpień.
                      Rzuciłam się na moją kanapę w i w jednej chwili zaczęłam płakać deszczem łez. Muszę od teraz przywyknąć, że już nie będzie przy mnie Maxiego. Już mnie nie będzie miał kto przytulić, pocieszyć, rozśmieszyć. Straciłam miłość z nie swojej winy. Tyle dobrze przynajmniej. Kiedyś w końcu mi przejdzie. Za dzień, tydzień, miesiąc, ale przejdzie. Może znajdę kogoś innego, lepszego? Oby. Teraz skupię się na pracy, może kupię sobie rzeczywiście tego psa – przynajmniej będę miała go do przytulania, pocieszania, zabijania czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Layout by
Leila